niedziela, 17 maja 2015
wtorek, 5 maja 2015
Zawieszenie!
Przykro mi ale zawieszam bloga z powodu mojej nieobecności. Prawdopodobnie wrócę 18 maja. Przepraszam wrzystkich! Bay będzie Okay!

sobota, 2 maja 2015
Potomstwo!
Księżycowa Gwiazda i Zimne Spojrzenie mają kocięta!

Imię: Lisie Kocię
Płeć: Kotka
Wiek: 1 Księżyc
Charakter: Raczej spokojna i grzeczna.
Hierarchia: Kociak
Rodzice: Księżycowa Gwiazda, Zimne Spojrzenie

Imię: Wilcze Kocię
Płeć: Kocur
Wiek: 1 Księżyc
Charakter: Ciekawski i niegrzeczny
Hierarchia: Kocię
Rodzice: Księżycowa Gwiazda, Zimne Spojrzenie
Imię: Sokole Kocię
Płeć: Kocur
Wiek: 1 Księżyc
Charakter: Bystry ale grzeczny
Hierarchia: Kocię
Rodzice: Księżycowa Gwiazda, Zimne Spojrzenie
Odchodzą
Niestety Błyszcząca Łapa i Chłodna Łapa zostają wyrzuceni, ponieważ nie napisali żadnego opowiadania! Żegnamy was!
Od Zimnego Spojrzenia
- Poza tym to nie jest twoja jaskinia, to legowisko wszystkich wojowników - tłumaczę spokojnie, kotka milczy.
Denerwuje mnie, lecz opanowuje się i jestem spokojny.
- Zdmuchnięta Świeco, wiem, że za sobą nie przepadamy, ale nie chcę się kłócić, bo Klan to rodzina, ale radzę ci nie pozostawać w kłótni z innymi kotami, być może przyjdzie dzień kiedy będziesz potrzebować ich pomocy.
Kotka już ma coś powiedzieć, lecz słyszę krzyk.
- Zimne Spojrzenie! - dobiega z obozu.
- Księżycowa Gwiazda! - rzucam się w stronę obozu, Świeca za mną.
Wpadam do legowiska, a Zdmuchnięta Świeca siada przed wejściem.
- Ja... Ja... - kotka leży, szepcze mi do ucha - ja jestem w ciąży... - mówi zbolała lecz wesoła.
- To... to świetnie - przytulam ją
Po chwili słychać płacz, a obok kotki leżą trzy kuleczki.
Nazywamy je:
Denerwuje mnie, lecz opanowuje się i jestem spokojny.
- Zdmuchnięta Świeco, wiem, że za sobą nie przepadamy, ale nie chcę się kłócić, bo Klan to rodzina, ale radzę ci nie pozostawać w kłótni z innymi kotami, być może przyjdzie dzień kiedy będziesz potrzebować ich pomocy.
Kotka już ma coś powiedzieć, lecz słyszę krzyk.
- Zimne Spojrzenie! - dobiega z obozu.
- Księżycowa Gwiazda! - rzucam się w stronę obozu, Świeca za mną.
Wpadam do legowiska, a Zdmuchnięta Świeca siada przed wejściem.
- Ja... Ja... - kotka leży, szepcze mi do ucha - ja jestem w ciąży... - mówi zbolała lecz wesoła.
- To... to świetnie - przytulam ją
Po chwili słychać płacz, a obok kotki leżą trzy kuleczki.
Nazywamy je:
Lisie Kocię
Sokole Kocię
Wilcze Kocię
Nagle wchodzi Zdmuchnięta Świeca.
<Zdmuchnięta Świeco?>
Od Zdmuchniętej Świecy
Gdy przywódczyni i zastępca już wyszli, poczekałam kilka minut, po czym również opuściłam tunelem jaskinię. Wyszłam na polowanie, tym razem na łąkę. Szłam spokojnie, wypatrując i wsłuchując się w odgłosy polany. Nic jednak nie przykuwa mojej uwagi. Może jest jeszcze zbyt wcześnie.
Kieruję się w stronę lasu. Przystaje pomiędzy pierwszymi drzewami i nasłuchuję. Nie słyszę niczego. Ruszam przed siebie, przemykając zygzakiem od drzewa do drzewa, nie zatrzymując się. Idę w górę zbocza. Po pokonaniu najwyżej dziesięciu metrów z dołu spomiędzy drzew dobiega jakiś chrzęst.
Czekam i nasłuchuję.
Za moimi plecami, gdzieś w dole, trzaska gałązka. Ktoś idzie za mną od samego początku. Nie wiem, kto to jest, ani jak trafił na mój ślad, ale wiem.
Ktoś mnie śledzi.
Zanurzam się głębiej w las, poruszając się po nieregularnej spirali, cofając się po własnych śladach i utrudniając zadanie tropiącemu mnie czemu, jak tylko się da. W takiej sytuacji amator szybko by się pokazał albo zupełnie gubiąc ślad, albo odkrywając się bezwiednie.
Ktokolwiek to jest, nie dał się zwieść moim manewrom. Porusza się dokładnie wtedy, gdy ja się poruszam, i zatrzymuje się wtedy, kiedy ja, z minimalnym poślizgiem.
Podziwiam. jest naprawdę niezły.
Ale ja jestem lepsza.
Kiedy znów ruszam, udaję, że się przemieszczam, ale nigdzie nie idę. Ukryta za drzewem, drepczę w miejscu, stawiając łapy głośniej i ciszej, przesuwając się za drzewem pod różnymi kontami, żeby zmienić kierunek dźwięku, i wabię go do siebie. Genialny tropiciel być może zorientowałby się, co robię, ale każdy poniżej tego poziomu na pewno się na to nabierze i w końcu się pokaże.
Pół minuty później słyszę zbliżające się kroki i widzę zarys sylwetki w porannej mgle. Kot. Kiedy jest już blisko, przystaje, wyczuwając, że coś jest nie tak/ Być może nie jest to wybitny tropiciel, ale na pewno bardzo dobry. Czeka i nasłuchuje.
Wydaję ledwie słyszalny dźwięk, ocierając się o korę. Chcę go zwabić do siebie, przekonać go, że mnie znalazł. Słysze ostrożność w jego krokach, kiedy zmienia pozycję, okrążając drzewo i idąc w kierunku źródła odgłosu z innej strony, być może przypuszczając, że mnie zaskoczy.
Dobry ruch. Ale nie dość dobry.
Bezszelestnie przemykam do sąsiedniego drzewa i czekam. Wskakuję na najniższą gałąź. Odliczam kroki, dopóki nie znajdzie się tuż pode mną. Trzy, dwa...
Gdy kot mnie mija, zeskakuję z gałęzi tuż za nim. Nie chcę mu robić krzywdy, tylko obezwładnić, zneutralizować zagrożenie, dopóki się nie dowiem, z kim mam do czynienia. Wtedy zdecyduje, co dalej.
Jednak nie doceniam kota, kimkolwiek jest. Obraca się błyskawicznie i widzę jego pysk. To Ziemne Spojrzenie. Patrzy na mnie, jest wściekły. Wyczuwam jak jego energia się zmienia. Spina całe ciało.
- Dlaczego mnie śledzisz? - pytam, siadając na chłodnej ziemi.
- Jesteś niebezpieczna. Chcę mieć cię na oku. - odpowiada, sycząc.
- Jeśli chodzi ci o to, że cię zaatakowałam, to nie miej do mnie pretensji. Mogłeś dać jakiś znak, że to ty, a nie pchać się ślepo do mojej jaskini, kiedy śpię. - prycham. - To mógł być ktokolwiek. Na przykład wróg.
- Tak? A dlaczego zaatakowałaś Błyszczącą Łapę?
- Rzucił się na mnie od tyłu. Chyba mi się nie dziwisz?
<Zimne Spojrzenie?>
Kieruję się w stronę lasu. Przystaje pomiędzy pierwszymi drzewami i nasłuchuję. Nie słyszę niczego. Ruszam przed siebie, przemykając zygzakiem od drzewa do drzewa, nie zatrzymując się. Idę w górę zbocza. Po pokonaniu najwyżej dziesięciu metrów z dołu spomiędzy drzew dobiega jakiś chrzęst.
Czekam i nasłuchuję.
Za moimi plecami, gdzieś w dole, trzaska gałązka. Ktoś idzie za mną od samego początku. Nie wiem, kto to jest, ani jak trafił na mój ślad, ale wiem.
Ktoś mnie śledzi.
Zanurzam się głębiej w las, poruszając się po nieregularnej spirali, cofając się po własnych śladach i utrudniając zadanie tropiącemu mnie czemu, jak tylko się da. W takiej sytuacji amator szybko by się pokazał albo zupełnie gubiąc ślad, albo odkrywając się bezwiednie.
Ktokolwiek to jest, nie dał się zwieść moim manewrom. Porusza się dokładnie wtedy, gdy ja się poruszam, i zatrzymuje się wtedy, kiedy ja, z minimalnym poślizgiem.
Podziwiam. jest naprawdę niezły.
Ale ja jestem lepsza.
Kiedy znów ruszam, udaję, że się przemieszczam, ale nigdzie nie idę. Ukryta za drzewem, drepczę w miejscu, stawiając łapy głośniej i ciszej, przesuwając się za drzewem pod różnymi kontami, żeby zmienić kierunek dźwięku, i wabię go do siebie. Genialny tropiciel być może zorientowałby się, co robię, ale każdy poniżej tego poziomu na pewno się na to nabierze i w końcu się pokaże.
Pół minuty później słyszę zbliżające się kroki i widzę zarys sylwetki w porannej mgle. Kot. Kiedy jest już blisko, przystaje, wyczuwając, że coś jest nie tak/ Być może nie jest to wybitny tropiciel, ale na pewno bardzo dobry. Czeka i nasłuchuje.
Wydaję ledwie słyszalny dźwięk, ocierając się o korę. Chcę go zwabić do siebie, przekonać go, że mnie znalazł. Słysze ostrożność w jego krokach, kiedy zmienia pozycję, okrążając drzewo i idąc w kierunku źródła odgłosu z innej strony, być może przypuszczając, że mnie zaskoczy.
Dobry ruch. Ale nie dość dobry.
Bezszelestnie przemykam do sąsiedniego drzewa i czekam. Wskakuję na najniższą gałąź. Odliczam kroki, dopóki nie znajdzie się tuż pode mną. Trzy, dwa...
Gdy kot mnie mija, zeskakuję z gałęzi tuż za nim. Nie chcę mu robić krzywdy, tylko obezwładnić, zneutralizować zagrożenie, dopóki się nie dowiem, z kim mam do czynienia. Wtedy zdecyduje, co dalej.
Jednak nie doceniam kota, kimkolwiek jest. Obraca się błyskawicznie i widzę jego pysk. To Ziemne Spojrzenie. Patrzy na mnie, jest wściekły. Wyczuwam jak jego energia się zmienia. Spina całe ciało.
- Dlaczego mnie śledzisz? - pytam, siadając na chłodnej ziemi.
- Jesteś niebezpieczna. Chcę mieć cię na oku. - odpowiada, sycząc.
- Jeśli chodzi ci o to, że cię zaatakowałam, to nie miej do mnie pretensji. Mogłeś dać jakiś znak, że to ty, a nie pchać się ślepo do mojej jaskini, kiedy śpię. - prycham. - To mógł być ktokolwiek. Na przykład wróg.
- Tak? A dlaczego zaatakowałaś Błyszczącą Łapę?
- Rzucił się na mnie od tyłu. Chyba mi się nie dziwisz?
<Zimne Spojrzenie?>
piątek, 1 maja 2015
Od Zimnego Spojrzenia
Czuję czyjś wzrok. Wchodzę do tunelu i gdy tylko staje tam łapą coś mnie przygwożdża do ziemi, czuję na karku kły. Wyrywam się i ląduję na końcu jaskini na cztery łapy.
-Tssss! - syczę na napastniczkę
- A to ty
- Tak ja - odpowiadam zimno ale niemiło - zanim coś zaatakujesz - pomyśl dwa razy.
Wchodzi Księżycowa Gwiazda. Przygląda się nam po czym daje mi znak do wyjścia i rusza do otworu. Idę za nią. Zatrzymuje się na Księżycowej Skale a ja staję obok niej.
- Co się stało? - zaczyna spokojnie
- Zaatakowała mnie
- Mhmm... wiesz, że nie pozwolę skrzywdzić nikogo w Klanie, a już tym bardziej ciebie.
- Wiem - odpowiadam - jednak niespecjalnie polubiłem Zdmuchniętą Święcę.
- Pozory mylą, może tylko nie wyszło jej pierwsze wrażenie.
- Może, nie będę jej osądzał.
Polizałem Księżycową Gwiazdę i odszedłem. Spotkałem nową wojowniczkę
<Zdmuchnięta Świeco?>
-Tssss! - syczę na napastniczkę
- A to ty
- Tak ja - odpowiadam zimno ale niemiło - zanim coś zaatakujesz - pomyśl dwa razy.
Wchodzi Księżycowa Gwiazda. Przygląda się nam po czym daje mi znak do wyjścia i rusza do otworu. Idę za nią. Zatrzymuje się na Księżycowej Skale a ja staję obok niej.
- Co się stało? - zaczyna spokojnie
- Zaatakowała mnie
- Mhmm... wiesz, że nie pozwolę skrzywdzić nikogo w Klanie, a już tym bardziej ciebie.
- Wiem - odpowiadam - jednak niespecjalnie polubiłem Zdmuchniętą Święcę.
- Pozory mylą, może tylko nie wyszło jej pierwsze wrażenie.
- Może, nie będę jej osądzał.
Polizałem Księżycową Gwiazdę i odszedłem. Spotkałem nową wojowniczkę
<Zdmuchnięta Świeco?>
Od Zdmuchniętej Świecy
Kieruję się w stronę mojego legowiska. Prowadzi do niego skalny tunel, który z czasem się zwęża. Po dwóch minutach wędrówki muszę się schylać i przeciskać gdzieniegdzie w wąskim przesmyku. Idę do przodu. Mam nadzieję, że to nie jest jakiś żart i że nie pakuję się w ślepy zaułek.
Wypuszczam powietrze i szybko czołgam się na brzuchu. Gdybym tego nie zrobiła raczej bym się nie zmieściła. Zaczyna mi brakować powietrza, ale już po kilku sekundach tunel gwałtownie się rozszerza i wpadam do owalnej komnaty skalnej. Wewnątrz nie ma nic, tylko goła skała. Rozumiem, że sama będę musiała sobie umeblować sypialnie. Jaskinia ma powierzchnię mniej więcej metra kwadratowego. Tyle mi wystarczy. Wzdycham i z powrotem wciskam się w wąski tunel. Próbuję normalnie oddychać, ale miejsca jest tak mało, że z pełnymi płucami nie mogę się ruszyć. Wykorzystuję więc wcześniej opracowaną metodę i walczę z potrzebą wciągnięcia powietrza.
Wydostaję się z tunelu i ruszam w stronę lasu. Kieruję uszy na przemian do tyłu i do przodu. Idę swobodnym, rozluźnionym krokiem. Wyłapuję jakiś dźwięk. Łapy gryzonia. Próbuję zlokalizować cel. Mam napięte wszystkie zmysły. Siłą woli zmuszam ciało do rozluźnienia się, uspokajam oddech. Idę kilka metrów do przodu i już ją widzę. Wiewiórka. Zauważa mnie i biegnie w stronę wielkiego głazu. Zahacza kitą o korzenie tracąc dwie cenne sekundy.
Jej strata to mój zysk.
Obliczam dzielącą nas odległość i prawdopodobieństwo, że uda się jej uciec. Ale wystarczy rzut oka, by wiedzieć, że jej szansy są niewielkie. Wiewiórka jest przerażona i potyka się w biegu.
Podejmuję decyzję.
Napinam mięśnie łap i skaczę. Natrafiam pyskiem na szyję i przegryzam ją. Słyszę urwany pisk. Ze zdobyczą w pysku kieruję się z powrotem na terytorium klanu. Ostatni raz widziałam Gwiazdę na polanie w lesie. Kiedy tam idę, napotykam Błyszczącą Łapę. Zatrzymuję go.
- Gdzie jest spiżarnia? - pytam.
Wskazuję mi drogę i znika w krzakach. Idę we skazanym kierunku. W spiżarni obdzieram wiewiórkę ze skóry, a mięso owijam w liście. Dzięki temu nie zepsuje się tak szybko.
W przeciągu kolejnych dwóch godzin biegam po lesie i szukam mchu i innych tego typu roślin. Udaje mi się upolować dwie myszy, które tak jak wiewiórkę, zanoszę do spiżarni.
Pod wieczór biorę zebrane rośliny w pysk, narzucam sobie skórę na grzbiet i idę do mojego legowiska. W komorze układam posłanie i po przeciągnięciu się, zasypiam.
***
Rano budzę się i słyszę czyjś głos, dochodzący z tunelu prowadzącego do mojej sypialni. Najeżam sierść i obnażam zęby. Głos się zbliża. Ktokolwiek tam jest, jest blisko.
Wypuszczam powietrze i szybko czołgam się na brzuchu. Gdybym tego nie zrobiła raczej bym się nie zmieściła. Zaczyna mi brakować powietrza, ale już po kilku sekundach tunel gwałtownie się rozszerza i wpadam do owalnej komnaty skalnej. Wewnątrz nie ma nic, tylko goła skała. Rozumiem, że sama będę musiała sobie umeblować sypialnie. Jaskinia ma powierzchnię mniej więcej metra kwadratowego. Tyle mi wystarczy. Wzdycham i z powrotem wciskam się w wąski tunel. Próbuję normalnie oddychać, ale miejsca jest tak mało, że z pełnymi płucami nie mogę się ruszyć. Wykorzystuję więc wcześniej opracowaną metodę i walczę z potrzebą wciągnięcia powietrza.
Wydostaję się z tunelu i ruszam w stronę lasu. Kieruję uszy na przemian do tyłu i do przodu. Idę swobodnym, rozluźnionym krokiem. Wyłapuję jakiś dźwięk. Łapy gryzonia. Próbuję zlokalizować cel. Mam napięte wszystkie zmysły. Siłą woli zmuszam ciało do rozluźnienia się, uspokajam oddech. Idę kilka metrów do przodu i już ją widzę. Wiewiórka. Zauważa mnie i biegnie w stronę wielkiego głazu. Zahacza kitą o korzenie tracąc dwie cenne sekundy.
Jej strata to mój zysk.
Obliczam dzielącą nas odległość i prawdopodobieństwo, że uda się jej uciec. Ale wystarczy rzut oka, by wiedzieć, że jej szansy są niewielkie. Wiewiórka jest przerażona i potyka się w biegu.
Podejmuję decyzję.
Napinam mięśnie łap i skaczę. Natrafiam pyskiem na szyję i przegryzam ją. Słyszę urwany pisk. Ze zdobyczą w pysku kieruję się z powrotem na terytorium klanu. Ostatni raz widziałam Gwiazdę na polanie w lesie. Kiedy tam idę, napotykam Błyszczącą Łapę. Zatrzymuję go.
- Gdzie jest spiżarnia? - pytam.
Wskazuję mi drogę i znika w krzakach. Idę we skazanym kierunku. W spiżarni obdzieram wiewiórkę ze skóry, a mięso owijam w liście. Dzięki temu nie zepsuje się tak szybko.
W przeciągu kolejnych dwóch godzin biegam po lesie i szukam mchu i innych tego typu roślin. Udaje mi się upolować dwie myszy, które tak jak wiewiórkę, zanoszę do spiżarni.
Pod wieczór biorę zebrane rośliny w pysk, narzucam sobie skórę na grzbiet i idę do mojego legowiska. W komorze układam posłanie i po przeciągnięciu się, zasypiam.
***
Rano budzę się i słyszę czyjś głos, dochodzący z tunelu prowadzącego do mojej sypialni. Najeżam sierść i obnażam zęby. Głos się zbliża. Ktokolwiek tam jest, jest blisko.
Od Księżycowej Gwiazdy
Wyczuwam w kotce dziwne emocje.
- Masz duży temperament, nie boisz się - zaczynam - Czerń i Biel decydują, czy będziesz mogła dołączyć, oczywiście jeśli chcesz - kotka w milczeniu przytakuje - A zatem chodź
Jesteśmy już przy ogniu. W jaskini gasną światła, widać tylko ogień. Wpatruje się w niego a Zimne Spojrzenie patrzy niedowierzająco na kotkę.
- Czy jestem jedyną nieurodzoną w klanie? - pyta kotka sucho.
- Nie - odpowiada spokojnie Zimne Spojrzenie - Ja też nie urodziłem się w Klanie.
Ignoruję ich, wpatruję się w ogień i myślę. Ukazują się postacie.

Rozmyślam, rozmawiam, pytam. Po chwili postacie znikają.
- Czerń i Biel mają obawy, lecz przyjmują cię do Klanu. Pamiętaj, nigdy nie jedz sama gdy coś upolujesz, oddaj to dla Klanu a zostaniesz nagrodzona. Ofiaruję ci rangę Wojownika, czy orzysięgasz bronić Klanu i być mu wierna?
- Tak - odpowiada sucho kotka
- Tam jest twoje legowisko - wskazuję na odnóże jaskini.
- Myślę, że nie będzie z tobą kłopotu - szepcze do siebie Zimne Spojrzenie
<Zdmuchnięta Świeco?>
- Masz duży temperament, nie boisz się - zaczynam - Czerń i Biel decydują, czy będziesz mogła dołączyć, oczywiście jeśli chcesz - kotka w milczeniu przytakuje - A zatem chodź
Jesteśmy już przy ogniu. W jaskini gasną światła, widać tylko ogień. Wpatruje się w niego a Zimne Spojrzenie patrzy niedowierzająco na kotkę.
- Czy jestem jedyną nieurodzoną w klanie? - pyta kotka sucho.
- Nie - odpowiada spokojnie Zimne Spojrzenie - Ja też nie urodziłem się w Klanie.
Ignoruję ich, wpatruję się w ogień i myślę. Ukazują się postacie.
Rozmyślam, rozmawiam, pytam. Po chwili postacie znikają.
- Czerń i Biel mają obawy, lecz przyjmują cię do Klanu. Pamiętaj, nigdy nie jedz sama gdy coś upolujesz, oddaj to dla Klanu a zostaniesz nagrodzona. Ofiaruję ci rangę Wojownika, czy orzysięgasz bronić Klanu i być mu wierna?
- Tak - odpowiada sucho kotka
- Tam jest twoje legowisko - wskazuję na odnóże jaskini.
- Myślę, że nie będzie z tobą kłopotu - szepcze do siebie Zimne Spojrzenie
<Zdmuchnięta Świeco?>
Od Zdmuchniętej Świecy
Tkwię w ciszy i mroku, gdzie nie przeszkadza mi żadna istota ani myśl. Ze wszystkich stron otacza mnie ciemność. Nic nie widzę. Po kilku chwilach spędzenia czasu pod wodą , zaczynają mnie palić płuca, domagając się powietrza. Niech mnie palą. Ból nie jest zły.
Odbijam się łapami od dna i płynę w górę. Gdy jestem nad powierzchnią wciągam powietrze przez nos. Wychodzę na brzeg i pobieżnie się otrzepuję. Na trawie leżą resztki mojej kolacji. Konkretnie kości. Lubię się nimi bawić. Kładę się i przez chwilę przewracam miedzy łapami kręgosłup ptaka. Wylizuję czaszkę do czysta. Układam kostki w symbol świecy. Zawsze tak robię. Mój znak rozpoznawczy.
Spinam mięśnie, gdyż słyszę jakiś podejrzany szelest. Potrzebuję siedmiu sekund. Jednej by się odwrócić, jednej na skok, trzech na lot w powietrzu i dwóch na odnalezienie tętnicy szyjnej śledzącego mnie zwierzęcia i przegryzienia jej. Udaję jednak, że nic nie słyszę i zaczynam układać piórka ptaka wokół kości, by kompozycja była bardziej kolorowa.
Ktokolwiek czai się dwa metry za mną, jest zdenerwowany i spięty. Wacha się. Nie chce atakować. Gdy wstaje, słyszę jak ociera się ogonem o jakieś liście. Brak mu samokontroli. Ponoszą go emocje. Podejmuje decyzje i zaczyna się skradać. Chyba nie che bym mu uciekła.
Skacze. Słysze szelest łap odbijających się od podłoża. Siedem sekund. Wykorzystuję tylko pięć. Patrzę prosto w oczy kota, którego przyszpiliłam do ziemi. Analizuję. Widzę jego strach, czuje spinające się mięśnie. Syczy i próbuje się uwolnić. Nie zwalniam uścisku.
- Czego chcesz, kociaku? - pytam. Mój głos nie wyraża żadnych uczuć. Nigdy nie daje po sobie poznać tego, co czuję.
- Niczego. Wybrałem się na polowanie.
- Zdaje mi się, że porwałeś się na zbyt dużą zwierzynę - parskam.
- Mogłabyś mnie puścić? - Peszy się na moje ostatnie zdanie.
Rzucam mu ostrzegawcze spojrzenie i puszczam go.
- Chciałem ci powiedzieć, że znajdujesz się na terenie klanu Księżycowej Gwizdy. - chrząka i otrzepuje futro z ziemi. Czeka na odpowiedź. Nie dostaje jej. Ja tylko słucham. Rzuca mi przelotne spojrzenie i mówi dalej - Chyba... chyba będzie najlepiej, jak cię do niej zaprowadzę. - Rusza z miejsca i dopiero po kilku krokach orientuje się, że nie mam zamiaru nigdzie iść. - Chodź ze mną. Musze cię do niej zaprowadzić.
Wzruszam barkami i wstaje. Kot odwraca się do mnie tyłem i nawet nie wie, że naraża się na niebezpieczeństwo. Atak spoza pola widzenia zawsze jest najskuteczniejszy. Zanim by się zorientował, co się dzieje, byłoby za późno.
- kto to jest? - pytam.
Kot ogląda się. Utrzymuję się w odpowiedniej odległości ponad metra. Nic nie powinno wzbudzić w nim niepokoju.
- Księżycowa Gwiazda? To przywódczyni naszego klanu. Klanu Księżycowych Kotów.
- Ile was jest?
- Czworo. Przywódczyni, zastępca, ja i jeszcze jeden terminator. - Znów się odwraca i narzuca szybsze tempo. Nie jest dla mnie zagrożeniem. Tylko gada. Nieostrożny. łatwowierny i gadatliwy.
Zagłębiamy się w las. Po kilku minutach wędrówki widzę już jakieś legowiska. Ostatnia szansa, by go o coś zapytać. Wykorzystuję ją.
- Jak brzmi twoja godność? - zrównuję z nim krok.
- Godność? - patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem.
- Imię - wyjaśniam.
- Błyszcząca Łapa. A ty jak się nazywasz?
- To chyba ona, tak? - wskazuję łapą czarno biało kotkę rozmawiającą z szarym kocurem. Ignoruje jego pytanie.
- Tak, to ona. Chodźmy. - podbiega do kocicy i coś jej żywiołowo tłumaczy. Ja się tak nie spieszę. Gdy jestem już blisko, słyszę koniec historii Błyszczącego.
- ...więc ją tu przyprowadziłem, może zostanie w naszym klanie, co o tym myślisz Księżycowa Gwiazdo?
- Myślę, że na razie powinieneś wrócić do przerwanego polowania. Porozmawiam z tą kotką, ale teraz już idź. - Patrzy na mnie. Widzę zaciśnięte zęby, mięśnie gotowe by zareagować. Nie jest pewna mojego zachowania. Widzę to w jej oczach. Jest podejrzliwa. Szary kocur jest za to zdenerwowany. Podchodzę bliżej.
- Więc weszłaś na terytorium klanu, tak? - pyta mnie czarna. - Jestem Księżycowa Gwiazda, przywódczyni tego klanu...
- Wiem. Twój uczeń uprzejmie mi o tym opowiedział. - A nawet znacznie więcej, myślę.
Uśmiecham się sowim uśmiechem dla nieznajomych, którzy jeszcze nie wiedzą, kim jestem.
- Jaki był cel twojego wtargnięcia? - pyta kocur, przyglądając mi się przenikliwie.
- bez celu. Nawet nie wiedziałam, że jest tu jakiś klan - wzruszam barkami.
Księżycowa Gwiazda przygląda mi się uważnie, po czym pyta:
Księżycowa Gwiazdo?
Odbijam się łapami od dna i płynę w górę. Gdy jestem nad powierzchnią wciągam powietrze przez nos. Wychodzę na brzeg i pobieżnie się otrzepuję. Na trawie leżą resztki mojej kolacji. Konkretnie kości. Lubię się nimi bawić. Kładę się i przez chwilę przewracam miedzy łapami kręgosłup ptaka. Wylizuję czaszkę do czysta. Układam kostki w symbol świecy. Zawsze tak robię. Mój znak rozpoznawczy.
Spinam mięśnie, gdyż słyszę jakiś podejrzany szelest. Potrzebuję siedmiu sekund. Jednej by się odwrócić, jednej na skok, trzech na lot w powietrzu i dwóch na odnalezienie tętnicy szyjnej śledzącego mnie zwierzęcia i przegryzienia jej. Udaję jednak, że nic nie słyszę i zaczynam układać piórka ptaka wokół kości, by kompozycja była bardziej kolorowa.
Ktokolwiek czai się dwa metry za mną, jest zdenerwowany i spięty. Wacha się. Nie chce atakować. Gdy wstaje, słyszę jak ociera się ogonem o jakieś liście. Brak mu samokontroli. Ponoszą go emocje. Podejmuje decyzje i zaczyna się skradać. Chyba nie che bym mu uciekła.
Skacze. Słysze szelest łap odbijających się od podłoża. Siedem sekund. Wykorzystuję tylko pięć. Patrzę prosto w oczy kota, którego przyszpiliłam do ziemi. Analizuję. Widzę jego strach, czuje spinające się mięśnie. Syczy i próbuje się uwolnić. Nie zwalniam uścisku.
- Czego chcesz, kociaku? - pytam. Mój głos nie wyraża żadnych uczuć. Nigdy nie daje po sobie poznać tego, co czuję.
- Niczego. Wybrałem się na polowanie.
- Zdaje mi się, że porwałeś się na zbyt dużą zwierzynę - parskam.
- Mogłabyś mnie puścić? - Peszy się na moje ostatnie zdanie.
Rzucam mu ostrzegawcze spojrzenie i puszczam go.
- Chciałem ci powiedzieć, że znajdujesz się na terenie klanu Księżycowej Gwizdy. - chrząka i otrzepuje futro z ziemi. Czeka na odpowiedź. Nie dostaje jej. Ja tylko słucham. Rzuca mi przelotne spojrzenie i mówi dalej - Chyba... chyba będzie najlepiej, jak cię do niej zaprowadzę. - Rusza z miejsca i dopiero po kilku krokach orientuje się, że nie mam zamiaru nigdzie iść. - Chodź ze mną. Musze cię do niej zaprowadzić.
Wzruszam barkami i wstaje. Kot odwraca się do mnie tyłem i nawet nie wie, że naraża się na niebezpieczeństwo. Atak spoza pola widzenia zawsze jest najskuteczniejszy. Zanim by się zorientował, co się dzieje, byłoby za późno.
- kto to jest? - pytam.
Kot ogląda się. Utrzymuję się w odpowiedniej odległości ponad metra. Nic nie powinno wzbudzić w nim niepokoju.
- Księżycowa Gwiazda? To przywódczyni naszego klanu. Klanu Księżycowych Kotów.
- Ile was jest?
- Czworo. Przywódczyni, zastępca, ja i jeszcze jeden terminator. - Znów się odwraca i narzuca szybsze tempo. Nie jest dla mnie zagrożeniem. Tylko gada. Nieostrożny. łatwowierny i gadatliwy.
Zagłębiamy się w las. Po kilku minutach wędrówki widzę już jakieś legowiska. Ostatnia szansa, by go o coś zapytać. Wykorzystuję ją.
- Jak brzmi twoja godność? - zrównuję z nim krok.
- Godność? - patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem.
- Imię - wyjaśniam.
- Błyszcząca Łapa. A ty jak się nazywasz?
- To chyba ona, tak? - wskazuję łapą czarno biało kotkę rozmawiającą z szarym kocurem. Ignoruje jego pytanie.
- Tak, to ona. Chodźmy. - podbiega do kocicy i coś jej żywiołowo tłumaczy. Ja się tak nie spieszę. Gdy jestem już blisko, słyszę koniec historii Błyszczącego.
- ...więc ją tu przyprowadziłem, może zostanie w naszym klanie, co o tym myślisz Księżycowa Gwiazdo?
- Myślę, że na razie powinieneś wrócić do przerwanego polowania. Porozmawiam z tą kotką, ale teraz już idź. - Patrzy na mnie. Widzę zaciśnięte zęby, mięśnie gotowe by zareagować. Nie jest pewna mojego zachowania. Widzę to w jej oczach. Jest podejrzliwa. Szary kocur jest za to zdenerwowany. Podchodzę bliżej.
- Więc weszłaś na terytorium klanu, tak? - pyta mnie czarna. - Jestem Księżycowa Gwiazda, przywódczyni tego klanu...
- Wiem. Twój uczeń uprzejmie mi o tym opowiedział. - A nawet znacznie więcej, myślę.
Uśmiecham się sowim uśmiechem dla nieznajomych, którzy jeszcze nie wiedzą, kim jestem.
- Jaki był cel twojego wtargnięcia? - pyta kocur, przyglądając mi się przenikliwie.
- bez celu. Nawet nie wiedziałam, że jest tu jakiś klan - wzruszam barkami.
Księżycowa Gwiazda przygląda mi się uważnie, po czym pyta:
Księżycowa Gwiazdo?
czwartek, 30 kwietnia 2015
Nowy Kot!
Charakterem zachwycona nie jestem no ale dobrze, twój wybór, jednak pamiętaj, że jak kogoś skrzywdzisz nie będziesz miło witana w Klanie. Ale baw się dobrze i mam nadzieję że ci się tu spodoba :)

Imię: Zdmuchnięta Świeca
Płeć: Kotka
Wiek: 22 Księżyce
Charakter: Za jednym razem sympatyczna, skora do pomocy i łagodna. Całkowite wcielenie dobra, na kilometr bije od niej optymizmem, kroczy niczym młody jelonek. Wydawałoby się, że nie jest zdolna skrzywdzić nawet najbardziej irytującej muchy. To jest jednak tylko jedno jej wcielenie. W każdym momencie może stać się irytującą samicą, nie dającym odpocząć od wyrzutów i przekleństw. Bezwzględna, nigdy z nikim się nie cacka i nigdy przed nikim się nie płaszczy ani nie podlizuje. Charakteryzuje się opanowaniem w wielu sytuacjach. Często, gdy ktoś ją obraża, starając się tym samym ją wkurzyć, ona siedzi niewzruszona. Uwielbia się mścić. Gdy zajdziesz jej za skórę następnego dnia możesz mieć nieźle przesrane. Brak jej sumienia. Nie współczuje i nie wybacza. Nikomu. Nieważne czy jesteś dopiero co spotkanym stworzeniem czy bliskim przyjacielem. Wystarczy, że tylko raz dotkliwie nadszarpniesz jej zaufania, a śmierć będzie twoim najmniejszym problemem, to może ci obiecać. Świeczka zaskakująco mało opowiada o sobie, chcąc wiedzieć jak najwięcej o swoim rozmówcy. Wyłudza informacje, przy czym na ewentualne pytania o sobie odpowiada krótko i wymijająco, lub nie odpowiada wcale - dlatego tak mało o niej wiadomo. Jest drapieżnikiem, łowcą. Nigdy ofiarą. Nie znosi słabości, wrażliwości. Uważa, że tylko silni mają prawo życia. Jest inteligentna toteż nie znosi głupoty. Jej ulubionym językiem jest sarkazm, którym nad wyraz często się posługuje. Jest przy tym chłodna. Robi to na co ma ochotę i to co uważa za słuszne.
Hierarchia: Wojownik
Zauroczenie: brak
Partner: brak
Właściciel: tobik5 - doggi, Czakenzo. - howrse
Imię: Zdmuchnięta Świeca
Płeć: Kotka
Wiek: 22 Księżyce
Charakter: Za jednym razem sympatyczna, skora do pomocy i łagodna. Całkowite wcielenie dobra, na kilometr bije od niej optymizmem, kroczy niczym młody jelonek. Wydawałoby się, że nie jest zdolna skrzywdzić nawet najbardziej irytującej muchy. To jest jednak tylko jedno jej wcielenie. W każdym momencie może stać się irytującą samicą, nie dającym odpocząć od wyrzutów i przekleństw. Bezwzględna, nigdy z nikim się nie cacka i nigdy przed nikim się nie płaszczy ani nie podlizuje. Charakteryzuje się opanowaniem w wielu sytuacjach. Często, gdy ktoś ją obraża, starając się tym samym ją wkurzyć, ona siedzi niewzruszona. Uwielbia się mścić. Gdy zajdziesz jej za skórę następnego dnia możesz mieć nieźle przesrane. Brak jej sumienia. Nie współczuje i nie wybacza. Nikomu. Nieważne czy jesteś dopiero co spotkanym stworzeniem czy bliskim przyjacielem. Wystarczy, że tylko raz dotkliwie nadszarpniesz jej zaufania, a śmierć będzie twoim najmniejszym problemem, to może ci obiecać. Świeczka zaskakująco mało opowiada o sobie, chcąc wiedzieć jak najwięcej o swoim rozmówcy. Wyłudza informacje, przy czym na ewentualne pytania o sobie odpowiada krótko i wymijająco, lub nie odpowiada wcale - dlatego tak mało o niej wiadomo. Jest drapieżnikiem, łowcą. Nigdy ofiarą. Nie znosi słabości, wrażliwości. Uważa, że tylko silni mają prawo życia. Jest inteligentna toteż nie znosi głupoty. Jej ulubionym językiem jest sarkazm, którym nad wyraz często się posługuje. Jest przy tym chłodna. Robi to na co ma ochotę i to co uważa za słuszne.
Hierarchia: Wojownik
Zauroczenie: brak
Partner: brak
Właściciel: tobik5 - doggi, Czakenzo. - howrse
wtorek, 28 kwietnia 2015
Nowy Kot!
Powiem szczerze co do charakteru mam pewne uwagi, i będę tępić za agresję w Klanie. Imię do zmiany (jeden z tych który nie czyta formularza...) ale to mniejsza. Nadałam rangę Wojownik bo Medyka (podanego wcześniej za hierarchię) wybiera przywódca a poza tym medyk musi mieć drugi człon "Listek". To tyle, i dziękuję za dołączenie :)
Imię: Do zmiany
Płeć: Kocur
Wiek: 53 księżyce
Charakter: Kocura tego trudno opisać kilkoma pustymi słowami.Jest to zwierzę tak odmienne od wszystkich,że trzeba dać mu trochę miejsca w tej właśnie rubryczce.
W większości czasu jest to spokojny i opanowany kot.Ocenia on każdą sytuację ze wszystkich stron,sprawdza jej wady i zalety.Stawia na swoim,aczkolwiek słucha opinii innych.Jest świetnym doradcą,gdyż sprawiedliwość i powaga są u niego cechami wyższymi.Potrafi poświęcić się dla innych i właśnie ich potrzeby są ważniejsze od jego.
Wydaje się być "uroczym kocurkiem",gdyż ma duży szacunek dla kocic.Schyla przed nimi głowę,najczęściej zwraca się do nich "panienko" i próbuje je ochraniać.Jeśli chodzi o walki,nie omieszka się on zaatakować obcych kotów,czy tych,które wkroczą na jego terytorium.Jeżeli jakikolwiek kot zrani kocicę lub kocię należące do jego klanu, potrafi i zabić takiego delikwenta.Jeżeli jesteśmy już przy zabijaniu,to kot potrafi zamordować kogoś z zimną krwią,ale często ma przez to potem wyrzuty sumienia.Szybko łączy fakty i nie problemu z szybką reakcją,co przydaje się w czasie walk.
Jest to czuły i romantyczny kot,ale te cechy są najczęściej zasłonięte przez zdrowy rozsądek.Jest jednak to zwierzę wrażliwe,boi się,że gdy zbyt bardzo przywiąże się do kogoś,zostanie zraniony.
Często mówi się,że on jest zamkniętym w sobie ponurakiem,ale to tylko pozory."Spędza czas z samym sobą" tylko z powodu jego bolesnej przeszłości.
Gdy poznasz go bliżej,stanie się szczęśliwym i radosnym kocurem,wspaniałym przyjacielem,"do rany przyłóż",gdy przekonasz go do siebie.Będzie dla ciebie,niczym podpora w trudnych chwilach,jak słońce wychodzące zza chmur,by przywołać uśmiech na twoim pysku.Jest jedyny w swoim rodzaju,czarujący i odmienny. Ma specyficzny,kasztanowy kolor sierści,która jest lekko potargana i zmierzwiona.Jego brzuch jest śnieżnobiały,tak samo,jak opuszki,co jest rzeczą nadzwyczajną.
Jest to kot umięśniony i wyższy niż inne osobniki,co nie równa się z tym,że brak mu gracji,czy zwinności.
Oczy są czymś magicznym; zielone,można je porównać do wilgotnej,wiosennej trawy.Zawsze żywe,ruchliwe i błyszczące,nawet,gdy kocur jest smutny.Potrafią także przeszyć kogoś ostro,czy zganić.Są jak osobne życie,które mieszka w nim.Bez słów potrafi porozumieć się z innymi,tylko patrząc.Oczy te potrafią zrozumieć,pocieszyć,czy poniżyć.Hipnotyzujące i nieziemskie,zdają się czarować kota,który w nie spojrzy.
Jego prawe ucho jest w jednym miejscu naderwane,a z tyłu można zauważyć bliznę ciągnącą się przez to miejsce.Na lewym policzku widoczne są trzy zadrapania.Pojawiły się one,gdy kocur stracił matkę.W późniejszych walkach nabawił się dość dużego rozcięcia na lewym ramieniu.
Całe ciało pokryte jest ledwo widocznymi wzorami,można je nazwać pasami,czy łatami.
Pysk jest jaśniejszy niż sierść na innych partiach korpusu,łapy,uszy i koniec ogona także.Będąc przy tej partii ciała,jest ona nadmiernie krótka,związane jest to z genami ojca.
Hierarchia: Wojownik
Zauroczenie: ---
Partner: -
Właściciel: Ceresowa - doggi
niedziela, 26 kwietnia 2015
Od Księżycowej Gwiazdy
Wstałam wcześnie rano. Zimnego Spojrzenia już nie było. Spotkałam go na głównej alejce obozu.
- Witaj Zimne Spojrzenie - usiadłam obok niego - trzeba obudzić Terminatorów.
- Wiem, budziłem ich, zaraz przyjdą
Ze swoich legowisk wyszli Błyszcząca Łapa i Chłodna Łapa.
- Dzień dobry Księżycowa Gwiazdo - zaczął Błyszcząca Łapa.
- Witajcie - powiedziałam spokojnie - Chłodna Łapo, twoim mistrzem będzie Zimne Spojrzenie, Błyszcząca Łapo, ja będę cię szkolić.
Kot przytaknął.
- Chodź - powiedział Zimne Spojrzenie - wyruszamy.
I wyszli z Chłodną Łapą.
- My też idziemy.
Wyszliśmy.
- Pierwszą rzeczą jaką poznasz to polowanie. Pokarz mi jak się skradasz.
Kocur zaczął się skradać.
- Nawet dobrze, ale tylne łapy muszą być przygotowane do skoku. Pokarz mi jak polujesz.
Kot zaciągnął powietrze do nosa. Wyczuł mysz, ja też. Zaczęliśmy się skradać. Dałam mu znak żeby skoczył. Kocur wybił się do skoku i dopadł mysz. Złapał ją pazurami i uderzył o drzewo.
- Mmm, dobrze. Upoluj jedzenie dla Klanu i wróć wieczorem, ale nie podjadaj, twoja kolej nadejdzie.
<Błyszcząca Łapo?>
- Witaj Zimne Spojrzenie - usiadłam obok niego - trzeba obudzić Terminatorów.
- Wiem, budziłem ich, zaraz przyjdą
Ze swoich legowisk wyszli Błyszcząca Łapa i Chłodna Łapa.
- Dzień dobry Księżycowa Gwiazdo - zaczął Błyszcząca Łapa.
- Witajcie - powiedziałam spokojnie - Chłodna Łapo, twoim mistrzem będzie Zimne Spojrzenie, Błyszcząca Łapo, ja będę cię szkolić.
Kot przytaknął.
- Chodź - powiedział Zimne Spojrzenie - wyruszamy.
I wyszli z Chłodną Łapą.
- My też idziemy.
Wyszliśmy.
- Pierwszą rzeczą jaką poznasz to polowanie. Pokarz mi jak się skradasz.
Kocur zaczął się skradać.
- Nawet dobrze, ale tylne łapy muszą być przygotowane do skoku. Pokarz mi jak polujesz.
Kot zaciągnął powietrze do nosa. Wyczuł mysz, ja też. Zaczęliśmy się skradać. Dałam mu znak żeby skoczył. Kocur wybił się do skoku i dopadł mysz. Złapał ją pazurami i uderzył o drzewo.
- Mmm, dobrze. Upoluj jedzenie dla Klanu i wróć wieczorem, ale nie podjadaj, twoja kolej nadejdzie.
<Błyszcząca Łapo?>
sobota, 25 kwietnia 2015
Otwarcie!
Oto wasza przywódczyni:
Księżycowa Gwiazda

Zastępca Zimne Spojrzenie

Oraz ich terminatorzy Błyszcząca Łapa i Chłodna Łapa


Księżycowa Gwiazda

Zastępca Zimne Spojrzenie

Oraz ich terminatorzy Błyszcząca Łapa i Chłodna Łapa
Subskrybuj:
Posty (Atom)




