Tkwię w ciszy i mroku, gdzie nie przeszkadza mi żadna istota ani myśl. Ze wszystkich stron otacza mnie ciemność. Nic nie widzę. Po kilku chwilach spędzenia czasu pod wodą , zaczynają mnie palić płuca, domagając się powietrza. Niech mnie palą. Ból nie jest zły.
Odbijam się łapami od dna i płynę w górę. Gdy jestem nad powierzchnią wciągam powietrze przez nos. Wychodzę na brzeg i pobieżnie się otrzepuję. Na trawie leżą resztki mojej kolacji. Konkretnie kości. Lubię się nimi bawić. Kładę się i przez chwilę przewracam miedzy łapami kręgosłup ptaka. Wylizuję czaszkę do czysta. Układam kostki w symbol świecy. Zawsze tak robię. Mój znak rozpoznawczy.
Spinam mięśnie, gdyż słyszę jakiś podejrzany szelest. Potrzebuję siedmiu sekund. Jednej by się odwrócić, jednej na skok, trzech na lot w powietrzu i dwóch na odnalezienie tętnicy szyjnej śledzącego mnie zwierzęcia i przegryzienia jej. Udaję jednak, że nic nie słyszę i zaczynam układać piórka ptaka wokół kości, by kompozycja była bardziej kolorowa.
Ktokolwiek czai się dwa metry za mną, jest zdenerwowany i spięty. Wacha się. Nie chce atakować. Gdy wstaje, słyszę jak ociera się ogonem o jakieś liście. Brak mu samokontroli. Ponoszą go emocje. Podejmuje decyzje i zaczyna się skradać. Chyba nie che bym mu uciekła.
Skacze. Słysze szelest łap odbijających się od podłoża. Siedem sekund. Wykorzystuję tylko pięć. Patrzę prosto w oczy kota, którego przyszpiliłam do ziemi. Analizuję. Widzę jego strach, czuje spinające się mięśnie. Syczy i próbuje się uwolnić. Nie zwalniam uścisku.
- Czego chcesz, kociaku? - pytam. Mój głos nie wyraża żadnych uczuć. Nigdy nie daje po sobie poznać tego, co czuję.
- Niczego. Wybrałem się na polowanie.
- Zdaje mi się, że porwałeś się na zbyt dużą zwierzynę - parskam.
- Mogłabyś mnie puścić? - Peszy się na moje ostatnie zdanie.
Rzucam mu ostrzegawcze spojrzenie i puszczam go.
- Chciałem ci powiedzieć, że znajdujesz się na terenie klanu Księżycowej Gwizdy. - chrząka i otrzepuje futro z ziemi. Czeka na odpowiedź. Nie dostaje jej. Ja tylko słucham. Rzuca mi przelotne spojrzenie i mówi dalej - Chyba... chyba będzie najlepiej, jak cię do niej zaprowadzę. - Rusza z miejsca i dopiero po kilku krokach orientuje się, że nie mam zamiaru nigdzie iść. - Chodź ze mną. Musze cię do niej zaprowadzić.
Wzruszam barkami i wstaje. Kot odwraca się do mnie tyłem i nawet nie wie, że naraża się na niebezpieczeństwo. Atak spoza pola widzenia zawsze jest najskuteczniejszy. Zanim by się zorientował, co się dzieje, byłoby za późno.
- kto to jest? - pytam.
Kot ogląda się. Utrzymuję się w odpowiedniej odległości ponad metra. Nic nie powinno wzbudzić w nim niepokoju.
- Księżycowa Gwiazda? To przywódczyni naszego klanu. Klanu Księżycowych Kotów.
- Ile was jest?
- Czworo. Przywódczyni, zastępca, ja i jeszcze jeden terminator. - Znów się odwraca i narzuca szybsze tempo. Nie jest dla mnie zagrożeniem. Tylko gada. Nieostrożny. łatwowierny i gadatliwy.
Zagłębiamy się w las. Po kilku minutach wędrówki widzę już jakieś legowiska. Ostatnia szansa, by go o coś zapytać. Wykorzystuję ją.
- Jak brzmi twoja godność? - zrównuję z nim krok.
- Godność? - patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem.
- Imię - wyjaśniam.
- Błyszcząca Łapa. A ty jak się nazywasz?
- To chyba ona, tak? - wskazuję łapą czarno biało kotkę rozmawiającą z szarym kocurem. Ignoruje jego pytanie.
- Tak, to ona. Chodźmy. - podbiega do kocicy i coś jej żywiołowo tłumaczy. Ja się tak nie spieszę. Gdy jestem już blisko, słyszę koniec historii Błyszczącego.
- ...więc ją tu przyprowadziłem, może zostanie w naszym klanie, co o tym myślisz Księżycowa Gwiazdo?
- Myślę, że na razie powinieneś wrócić do przerwanego polowania. Porozmawiam z tą kotką, ale teraz już idź. - Patrzy na mnie. Widzę zaciśnięte zęby, mięśnie gotowe by zareagować. Nie jest pewna mojego zachowania. Widzę to w jej oczach. Jest podejrzliwa. Szary kocur jest za to zdenerwowany. Podchodzę bliżej.
- Więc weszłaś na terytorium klanu, tak? - pyta mnie czarna. - Jestem Księżycowa Gwiazda, przywódczyni tego klanu...
- Wiem. Twój uczeń uprzejmie mi o tym opowiedział. - A nawet znacznie więcej, myślę.
Uśmiecham się sowim uśmiechem dla nieznajomych, którzy jeszcze nie wiedzą, kim jestem.
- Jaki był cel twojego wtargnięcia? - pyta kocur, przyglądając mi się przenikliwie.
- bez celu. Nawet nie wiedziałam, że jest tu jakiś klan - wzruszam barkami.
Księżycowa Gwiazda przygląda mi się uważnie, po czym pyta:
Księżycowa Gwiazdo?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz