piątek, 1 maja 2015

Od Zdmuchniętej Świecy

Tkwię w ciszy i mroku, gdzie nie przeszkadza mi żadna istota ani myśl. Ze wszystkich stron otacza mnie ciemność. Nic nie widzę. Po kilku chwilach spędzenia czasu pod wodą , zaczynają mnie palić płuca, domagając się powietrza. Niech mnie palą. Ból nie jest zły. 
Odbijam się łapami od dna i płynę w górę. Gdy jestem nad powierzchnią wciągam powietrze przez nos. Wychodzę na brzeg i pobieżnie się otrzepuję. Na trawie leżą resztki mojej kolacji. Konkretnie kości. Lubię się nimi bawić. Kładę się i przez chwilę przewracam miedzy łapami kręgosłup ptaka. Wylizuję czaszkę do czysta. Układam kostki w symbol świecy. Zawsze tak robię. Mój znak rozpoznawczy. 
Spinam mięśnie, gdyż słyszę jakiś podejrzany szelest. Potrzebuję siedmiu sekund. Jednej by się odwrócić, jednej na skok, trzech na lot w powietrzu i dwóch na odnalezienie tętnicy szyjnej śledzącego mnie zwierzęcia i przegryzienia jej. Udaję jednak, że nic nie słyszę i zaczynam układać piórka ptaka wokół kości, by kompozycja była bardziej kolorowa. 
Ktokolwiek czai się dwa metry za mną, jest zdenerwowany i spięty. Wacha się. Nie chce atakować. Gdy wstaje, słyszę jak ociera się ogonem o jakieś liście. Brak mu samokontroli. Ponoszą go emocje. Podejmuje decyzje i zaczyna się skradać. Chyba nie che bym mu uciekła. 
Skacze. Słysze szelest łap odbijających się od podłoża. Siedem sekund. Wykorzystuję tylko pięć. Patrzę prosto w oczy kota, którego przyszpiliłam do ziemi. Analizuję. Widzę jego strach, czuje spinające się mięśnie. Syczy i próbuje się uwolnić. Nie zwalniam uścisku. 
- Czego chcesz, kociaku? - pytam. Mój głos nie wyraża żadnych uczuć. Nigdy nie daje po sobie poznać tego, co czuję. 
- Niczego. Wybrałem się na polowanie. 
- Zdaje mi się, że porwałeś się na zbyt dużą zwierzynę - parskam. 
- Mogłabyś mnie puścić? - Peszy się na moje ostatnie zdanie. 
Rzucam mu ostrzegawcze spojrzenie i puszczam go. 
- Chciałem ci powiedzieć, że znajdujesz się na terenie klanu Księżycowej Gwizdy. - chrząka i otrzepuje futro z ziemi. Czeka na odpowiedź. Nie dostaje jej. Ja tylko słucham. Rzuca mi przelotne spojrzenie i mówi dalej - Chyba... chyba będzie najlepiej, jak cię do niej zaprowadzę. - Rusza z miejsca i dopiero po kilku krokach orientuje się, że nie mam zamiaru nigdzie iść. - Chodź ze mną. Musze cię do niej zaprowadzić. 
Wzruszam barkami i wstaje. Kot odwraca się do mnie tyłem i nawet nie wie, że naraża się na niebezpieczeństwo. Atak spoza pola widzenia zawsze jest najskuteczniejszy. Zanim by się zorientował, co się dzieje, byłoby za późno. 
- kto to jest? - pytam. 
Kot ogląda się. Utrzymuję się w odpowiedniej odległości ponad metra. Nic nie powinno wzbudzić w nim niepokoju. 
- Księżycowa Gwiazda? To przywódczyni naszego klanu. Klanu Księżycowych Kotów. 
- Ile was jest? 
- Czworo. Przywódczyni, zastępca, ja i jeszcze jeden terminator. - Znów się odwraca i narzuca szybsze tempo. Nie jest dla mnie zagrożeniem. Tylko gada. Nieostrożny. łatwowierny i gadatliwy. 
Zagłębiamy się w las. Po kilku minutach wędrówki widzę już jakieś legowiska. Ostatnia szansa, by go o coś zapytać. Wykorzystuję ją. 
- Jak brzmi twoja godność? - zrównuję z nim krok. 
- Godność? - patrzy na mnie nierozumiejącym wzrokiem. 
- Imię - wyjaśniam. 
- Błyszcząca Łapa. A ty jak się nazywasz? 
- To chyba ona, tak? - wskazuję łapą czarno biało kotkę rozmawiającą z szarym kocurem. Ignoruje jego pytanie. 
- Tak, to ona. Chodźmy. - podbiega do kocicy i coś jej żywiołowo tłumaczy. Ja się tak nie spieszę. Gdy jestem już blisko, słyszę koniec historii Błyszczącego. 
- ...więc ją tu przyprowadziłem, może zostanie w naszym klanie, co o tym myślisz Księżycowa Gwiazdo? 
- Myślę, że na razie powinieneś wrócić do przerwanego polowania. Porozmawiam z tą kotką, ale teraz już idź. - Patrzy na mnie. Widzę zaciśnięte zęby, mięśnie gotowe by zareagować. Nie jest pewna mojego zachowania. Widzę to w jej oczach. Jest podejrzliwa. Szary kocur jest za to zdenerwowany. Podchodzę bliżej. 
- Więc weszłaś na terytorium klanu, tak? - pyta mnie czarna. - Jestem Księżycowa Gwiazda, przywódczyni tego klanu... 
- Wiem. Twój uczeń uprzejmie mi o tym opowiedział. - A nawet znacznie więcej, myślę. 
Uśmiecham się sowim uśmiechem dla nieznajomych, którzy jeszcze nie wiedzą, kim jestem. 
- Jaki był cel twojego wtargnięcia? - pyta kocur, przyglądając mi się przenikliwie. 
- bez celu. Nawet nie wiedziałam, że jest tu jakiś klan - wzruszam barkami. 
Księżycowa Gwiazda przygląda mi się uważnie, po czym pyta: 

Księżycowa Gwiazdo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz